-
O Etno!
-
Torba, saszetka, neseser czy aktówka?
-
Wpływy oceanu
-
Wyluzuj!czyli kolejny trend w modzie męskiej
-
Patronat Pasteli
-
Stripes are all around me
-
Na błysk
-
Męskość czy miękkość czyli facet w 2012 roku
-
Strój wyłoniony z piany
-
Wielki Gatsby i klasa robotnicza
-
Trend fashion na 2012. Przywołujemy lata 20.
-
DRESSME
JAC cover shooting - backstage!
Plakat w kondycji śpiewającej
Take me 12
Jan Lenica powiedział, że w plakacie nie liczy się mózg i oko, tylko ucho. Porównał plakat do jazzowej improwizacji, w której twórca musi przy pomocy własnej wrażliwości nadać jej formę, podporządkowując się jednocześnie głównemu tematowi, treści – czyli informacji.
Nie bez powodu sztuki wizualne i muzyczne ma j ą wspólny język, określenia. Rytm, barwa, akcent – wsłuchiwałam się w tę muzykę na wernisażu wystawy „Aneks”, wydarzeniu towarzyszącemu wystawie „Plakat musi śpiewać”, zorganizowanej przez Muzeum Narodowe w Poznaniu.
Jako osobę zajmującą się grafiką, nurtuje mnie zjawisko plakatu we współczesnych realiach. Przerażające informacje płynące z badań statystycznych wskazują, że Polacy czytają jedną książkę rocznie. Jak dobrze pójdzie. Chyba nie muszę już pisać o tym, jak sprawy mają się z bywaniem w teatrze, operze, na wystawach czy w innych przybytkach kultury wysokiej, a tam głownie funkcjonuje współczesny plakat. Coraz rzadziej wkomponowuje się w przestrzeń miasta, bo wiodącymi narzędziami informacji stały się media cyfrowe. Jeśli już znajdzie się na ulicy, gdzie było jego pierwotne miejsce, to zazwyczaj krzyczy fotosami z popularnych „multipleksowych” filmów prymitywnym przekazem i niewysublimowaną formą, prostą w odbiorze w natłoku informacji.
Zatem jaka jest pozycja plakatu? Czy stał się już przeżytkiem? Z całą pewnością stanął na równi z malarstwem, rysunkiem, grafiką (warsztatową, cyfrową – do wyboru), został wyniesiony do rangi sztuki dla sztuki i czerpie z tych dziedzin od zawsze pełnymi garściami lub wręcz się na nich opiera. Oglądanie plakatu stanowi przeżycie estetyczne, a jeśli ma w sobie jeszcze jakiś „haczyk”, przekaz podprogowy, skupia uwagę przez dłuższą chwilę.
Zanim obejrzałam główną wystawę w Muzeum Narodowym, miałam zaszczyt uczestniczyć we wspomnianym wernisażu wystawy „Aneks” w poznańskim SPOT. Jest to miejsce szczególne i dobrze prezentuje się tam właściwie wszystko, co znajdzie się na jego białych ścianach, i gdzie przy filiżance kawy można spokojnie patrzeć i rozmyślać. Dwudziesty pierwszy wiek to czas różnorodności, braku hierarchii i wiodących trendów, bo wszystkie są równoważne i tylko od nas zależy, co wybierzemy.
Prawdopodobnie dlatego plakaty będące przedstawicielami wieku bieżącego pozostawiły duży niedosyt, biorąc pod uwagę fakt, że nie był to przekrój tego, co dzieje się w świecie plakatu, lecz właśnie tylko wybrane, dla mnie wręcz wyrwane z kontekstu, niekoniecznie powiązane dzieła. Jak nieoficjalnie ustaliłam, były to prace, które nie zmieściły się w muzeum, ponieważ dla plakatu XXI wieku było przeznaczonych jedynie 15 miejsc…
Oczywiście, znaleźć można było tam takie nazwiska, jak Gunter Rambow (laureat nagrody im. Jana Lenicy, nawiązujący do konstruktywistycznego Bauhausu) czy Maja Wolna (poznańska plakacistka), której prace już wcześniej zachwyciły mnie prostotą formy i mocną, osobistą wypowiedzią na temat sytuacji kobiet w Islamie. Mocnym akcentem były również plakaty typograficzne, będące raczej formą wyrazu artystycznego niż plakatem informacyjnym; nieczytelne, lecz piękne, co tylko potwierdza fakt, że informacja, tak ważna dla Lenicy, przestaje mieć znaczenie, a ważniejsza staje się forma. Można też było znaleźć Monikę Zawadzką i wiele innych wielkich nazwisk, jak m.in. Stefan Sagmeister. Brakowało plakatu zaangażowanego społecznie, chociaż można go było znaleźć, w niewielkiej liczbie w Muzeum Narodowym, jak na przykład fantastyczny plakat odnoszący się do walki z głodem.
Najprawdopodobniej właśnie prace poruszające takie ważkie tematy mogą stanowić przyszłość plakatu. Może nią też być osobista wypowiedź twórcy, porównywalna do malarstwa… Plakat nadal śpiewa pełnią papierowych płuc, chociaż jest to już melodia bez słów.
Miejmy nadzieję, że jeszcze długo nie będzie to łabędzi śpiew.
tekst: Maria Skiba















